ZOBACZ

DSC00445_DxO_72.jpg
ZOBACZ_2.gif

Czasem trudno jest wybrać. Skupić się na tym, co przed oczami i chłonąć przesuwające się obrazy?

A może uwiecznić je na nagraniu lub zdjęciu? To dylemat, którego doświadczam za każdym razem, gdy spotykam się z czymś dla mnie nowym. Bywa tak, że próbuję złapać kilka srok za ogon i mając włączony mikrofon, próbuję jednocześnie operować kamerą lub robić zdjęcia. Czasem się udaje.

Tak było na południu Sri Lanki, gdy w wiosce jeden z Lankijczyków chciał mi pokazać, czym na co dzień się zajmuje. Był łapaczem jadowitych węży. Gdy jakiś gad nieproszony wchodził ludziom do domu, ci dzwonili właśnie do niego. Niegdyś łapali za kij i próbowali odesłać węża do lepszego ze światów, jednak teraz mają świadomość tego, że obecność jadowitych gadów ma pozytywne znaczenie dla otoczenia, w którym żyją. Łapacz bezkrwawo rozwiązuje ich problemy. 

 

Gdy z zamkniętego worka wyrzucił na ziemię złapaną wcześniej kobrę, odruchowo zrobiłem krok do tyłu, ale jednocześnie włączyłem też mikrofon. Kobra syczała zadziwiająco głośno, budząc respekt. Nagrywając, z trudem wyciągnąłem aparat. Dzięki temu udało mi się uchwycić nietypową scenę. Szeroko uśmiechnięty wężołap z niekłamaną czułością i zainteresowaniem patrzył na kobrę. A ona na niego. Nie byli przeciwnikami. Usunięte z ludzkich siedzib węże są wywożone poza wioskę, do lasu. Tam żyją sobie dalej, bez styczności z człowiekiem.

 

Przywiezione z podróży zdjęcia znakomicie mobilizują pamięć i przywołują przed oczy wspomnienia. Z Haiti, Buthanu, Antarktyki i z wielu innych miejsc, w których miałem szczęście postawić stopę.