Search

Le mowa ojczysta



Słuchaliście ostatnio jakiegoś AAD? Mam nadzieję, że w ogóle słuchacie AAD defaultowo i nie jest to jedynie randomowa czynność. W końcu nie chodzi o cringe, prawda?


Anglicyzmy zalewają świat. Francuscy oficjele dbający o czystość języka francuskiego starają się przeciwstawić fali, która zalewa również Francję. Ich opór jest wyjątkowo silny. Co kilka lat francuskie Ministerstwo Kultury oraz Akademia Francuska publikują sążniste, czasem nawet kilkuset stronicowe dokumenty, w których terminy angielskie otrzymują swoje specjalne, francuskie odpowiedniki. Bardzo często chodzi o słownictwo związane z nowymi technologiami - zresztą po francusku na komputer (computer) powiemy “un ordinateur”.


Niektóre słowa to dosłowne tłumaczenia z angielskiego, natomiast część z nich to próba (czasem karkołomna) budowania słów nowych, możliwie dalekich od anglosaskich korzeni. Po francusku na hasło (password) powinniśmy mówić “un mot de passe”, a zamiast z maila (e-mail) lepiej jest korzystać z “un courriel” co jest skrótem od słów “courrier électronique” czyli “poczta elektroniczna”. A jak Francuz powinien downloadować ergo pobierać pliki? Tutaj pomóc ma słowo “télécharger”. I jedna z ciekawszych, moim zdaniem, propozycji: pamięć RAM i ROM w wersji francuskiej to “mémoire vive” (pamięć żywa) oraz “mémoire morte” (pamięć martwa).


Nie wszystkie sugestie francuskich językoznawców spotkały się ze zrozumieniem i akceptacją Francuzów. Niektóre słowa używane są niemal wyłącznie przez francuskie urzędy, inne zakończyły swój żywot krótko po narodzinach. Ordinateur jako komputer jest określeniem powszechnym, ale za to we Francji wciąż będziemy korzystać z WIFI (a dokładniej z “le wifi”), a nie z " l'access sans fil à internet”. Wydaje się, że szczególnie angielskie skrótowce mają się we francuszczyźnie dobrze, ponieważ przeciwko nim francuscy językoznawcy stawiają mało wygodne i długie opisy. Tak jest w przypadku ich ostatniej propozycji: zamiast określenia “e-sport” (sport cyfrowy; turnieje sportowe rozgrywane w ramach światów stworzonych przez komputerowe gry) proponują “jeu video de competition”. Zdecydowanie większe szanse na sukces ma “AAD”. To skrót od “audio à la demande” czyli “dźwięk na żądanie”, a więc chodzi o podcast.


Alergia na kulturę anglosaską jest wyraźnym zjawiskiem nad Sekwaną nie od dziś. Czasem przybiera ona karykaturalne formy i trudno się nie uśmiechnąć. Wiele słów angielskich zadomowiło się również w języku polskim i nie mamy z tym problemu. Powtarzalna aktywność związana z naszymi zainteresowaniami to hobby. Książka, która ma świetne wyniki sprzedaży to bestseller. Kiedy po raz kolejny przychodzi do mnie niechciana poczta, denerwuję się, że ktoś mnie spamuje, ale to i tak lepiej, niż by miał mnie hejtować. Wiele słów o specyficznym znaczeniu włączyliśmy, by zwiększyć precyzję nazywania nowych zjawisk. Niemniej trudno nie zauważyć, że pewien rodzaj językowego lenistwa sprawia, że niektóre anglicyzmy wchodzą w użycie tam, gdzie w ogóle nie są potrzebne. W tekstach w sieci (a nie “w webie”, całe szczęście) coraz częściej widzę, że coś jest “casualowe” w znaczeniu zwykłe, codzienne - i nie chodzi tylko o modę. Zamiast wyboru przypadkowego mamy wybór randomowy. Zamiast domyślnych ustawień programu włączamy ustawienia defaultowe. Po co? Ekonomia języka zachęca do używania słów krótszych i łatwiejszych do wymówienia, ale w wymienionych przeze mnie przykładach o ekonomię języka z pewnością nie chodzi.


Cenię takie użycie mowy i pisma, które wskazuje na to, że dana osoba ma nad nim kontrolę i jest w stanie wyrazić daną myśl wraz z jej niuansami. Przy czym nie chodzi o dominowanie formy nad treścią. Rzecz idzie raczej o to, by forma wzbogacała treść o dodatkową… treść. Daleki jestem od językowego puryzmu, doceniam jednak i staram się korzystać z tego, co język polski ma nam do zaoferowania, a jest tego sporo: bardzo zróżnicowane słownictwo, szeroki wachlarz możliwości jeśli chodzi o szyk zdania oraz spora swoboda słowotwórcza. Korzystajmy z tych możliwości - w innym wypadku będzie cringe.