Search

Egzorcyzmy króla



Zombie i demony w serialu 조선구마사 (”Egzorcysta z Joseon”) niespodziewanie umarły na śmierć. Zabił je nie scenariusz, a polityka międzynarodowa.


Fabuła “Joseon Gumasa” - bo tam brzmi oryginalny tytuł serialu - łączy wszystko to, co powinno zainteresować widza. Jest więc wartka akcja, napięcie i budzące grozę starcia z nieumarłymi, a zewsząd kapie ochoczo hemoglobina w odpowiednio jaskrawych odcieniach. Producenci uznali, że starcia z zombie będą miały lepszy smak, gdy umieści się je w realiach czternastowiecznego państwa Joseon, jednego z koreańskich królestw. Dodatkowo do walki ze złem stają nie zwykli ludzie, ale sam król Taejong (postać historyczna) oraz jego synowie. Tak brawurowo skonstruowana fabuła skazana była na sukces.


Serial miał swoją premierę 22 marca i być może propagowanie przez tę produkcję nieintencjonalnego krwiodawstwa rozwijałoby się pięknie z odcinka na odcinek, gdyby nie masowy protest widzów. Sceny zbyt brutalne? Nie. Zombie za mało zombiastyczne? Nic z tych rzeczy. W produkcji filmu ucierpiały foki i delfiny? Na szczęście nie (dla fok i delfinów). Problem był inny - znacznie poważniejszy.


Koreańscy widzowie dopatrzyli się nieścisłości historycznych. Owszem, nieumarli i demony w królestwie Joseon mogą zaskakiwać, natomiast największe kontrowersje wzbudziły jednak odzież i rekwizyty. Na ekranie koreańska rodzina królewska nosi jakoby szaty charakterystyczne dla chińskiej mody tamtych czasów, walczy mieczami made in China oraz je potrawy wypisz wymaluj z chińskiej książki kucharskiej. Jak chińczyzna może być emanacją tego, co z gruntu koreańskie?!


Koreańska opinia publiczna zareagowała w dość typowy dla siebie sposób: gwałtownie i w dużej masie. Protesty zalały nie tylko firmę SBS, producenta serialu, ale dotarły aż do Błękitnego Domu, siedziby prezydenta Korei Południowej. Potem wydarzenia potoczyły się szybko. Ze wsparcia dla serialu wycofali się wszyscy kluczowi sponsorzy i partnerzy, a po emisji drugiego odcinka serii “Egzorcysta z Joseon” został zdjęty z anteny. Nieumarli już nie ożyją, a król Taejong nie będzie ścigał demonów. Dla serialu to koniec, mimo że produkcja była zrealizowana w 80%.


Ten zombiastyczny skandal o odzież i jedzenie ma poważniejsze niż może się wydawać tło. Niezależnie od tego, że koreański patriotyzm miewa wybuchowy charakter, trzeba zauważyć, że Chiny nie od wczoraj prowadzą powolną i długofalową politykę reinterpretacji historii Azji Wschodniej. W chińskiej wizji Państwo Środka nie tylko było, ale i jest w centrum regionu. Niczym starszy brat w konfucjańskiej hierarchii ma pieczę nad braćmi młodszymi. Ci należą do tej samej rodziny i uznają, co jasne, nadrzędność Chin - swojego brata najstarszego. Również Korea ma być częścią tej rodziny. Koreańczykom, świadomym swojej kulturowej i narodowej odrębności, takie sugestie bardzo podnoszą ciśnienie krwi. Ich zdaniem niewinne i pozornie nieznaczące przeinaczenia w serialach nie są przypadkowe. Są zresztą poszlaki, które wskazują na wpływ chińskiego kapitału na koreańską kinematografię. W ten sposób, przy pomocy pieniędzy, Pekin ma powoli przesuwać granice tego, co chińskie daleko poza granice swojego kraju.


Tym z Was, którym brakuje koreańskich zombie uganiających wśród królewskich posiadłości za kimchi przyrządzonym z człowieka uprzejmie donoszę, że na Netfliksie można obejrzeć serial “Kingdom”. Dużo nieumarłych, hemoglobina się leje, miecze tną co trzeba.